Serwis Diecezjalny o Misjach

 
   

12 grudnia 2018 r. Imieniny obchodzą: Joanna, Aleksandra, Dagmara

  Pamiętajmy o misjonarzach - to nasze misjonowanie.    
LITURGIA SŁOWA



Czytania:
; ;
Ewangelia:


Czytania na dzień dzisiejszy - www.mateusz.pl

Afryka
Czad
Wybrzeże Kości Słoniowej
Kenia
 
Ameryka Płd.
Boliwia
Brazylia
Peru
 
Ameryka Płn.
Kanada
 
Wschód
Białoruś
Rosja
Ukraina
Syberia
Kazachstan
Byli misjonarze Wschodu
Wspomnienia i świadectwa o Wschodzie
Statystyka Kościoła Katolickiego w Rosji
 
Listy Misjonarzy
Ks. Stanisław Tymoszuk
Ks. Andrzej Duklewski
Ks. Jarosław Wiśniewski
Ks. Marek Kujda
Ks. Wojciech Kobyliński
Ks. Jarosław Mitrzak
Ks. Marek Jaśkowski
Ks. Adam Przywuski
Ks. Jan Miedzianowski
Ks. Tomasz Denicki
 
Byli misjonarze
Ks. Leon Łodziński
 
 
MENU
Gdzie ich spotkamy
Kontakt
Jak pomóc?
Inna forma pomocy
 
INFORMACJE
Aktualności
Nowa książka ks. Andrzeja Duklewskiego
KOMUNIKAT w kwestii ODLICZEŃ PODATKOWYCH
Pierwszy kościół na syberyjskiej północy
Statystyki Misyjne
Wsparcie poprzez Kirche in Not
 
MEDIA
Wywiady z misjonarzami
Książki
 
INSTYTUCJE
PDM
PDMD
CEME
 
Przydatne linki
Strona Komisji Episkopatu Polski d/s Misji
Kościół Rzymsko-Katolicki na Białorusi
Parafia w Tomsku
Radio Wnet
Rodacy na Syberii
Pomoc Polakom na Wschodzie
Blog ks. J. Mitrzaka
UCANEWS
Papieskie Intencje Misyjne
 
Współpraca
Portal Sancti
Koło Misyjne WSD Siedlce
Misjonarze na Podlasie 24
 
 
Darmowy licznik odwiedzin
 
Byli misjonarze Wschodu
 
 

 

Wybierz kategorie:

Ks. Jerzy Paczuski (2008-10-17 20:10:43)

finalizujący pracę doktorską; diecezja drohiczyńska


PowiększKs. Jerzy Paczuski urodził się 10 maja 1958 r., w parafii Kałuszyn, wyświęcony na kapłana w Siedlcach 4.6.1983 roku. Po święceniach był na wikariatach w Sobieszynie, Łukowie - parafia Podwyższenia Krzyża św., w Siedlcach - parafia św. Stanisława, w Białej Podl. - parafia św. Anny i Sokołowie Podlaskim. Stąd wyjechał na Syberię. Jak już wspomniano, w Tomsku przebywał rok czasu Następnie biskup Werth mianował go proboszczem w Jekatierinburgu, na Uralu. Miasto to w Związku Radzieckim nosiło nazwę Swiedłowsk. Przyszły nowe czasy, nowa władza, i miasto wróciło do dawnej nazwy. Ks. Paczuski stawił się w Jekatierinburgu 20 sierpnia 1993 roku. Jak doszło do wskrzeszenia po długich latach nieistnienia katolickiej parafii w tym mieście?
W Jekatierinburgu mieszkał i dalej tam mieszka Żyd Borys Merson. Ostatnia dekada XX wieku przyniosła w Rosji poważne zmiany nie tylko polityczne, ale i gospodarcze. A te ostatnie spowodowały upadek wielu zakładów przemysłowych, wzrost bezrobocia i zubożenie wielu ludzi. B. Merson chciał rozwinąć jakiś interes. Słyszał z telewizji o jakiejś zakonnicy w Indiach, Matce Teresie z Kalkuty, która dostała pokojową nagrodę Nobla, a to znaczy - dużo pieniędzy. Po co jej tyle pieniędzy? Napisał więc do niej list, że w Rosji dużo biednych ludzi, i żeby przysłała trochę pieniędzy do Jekatierinburga. - Odpowiedzi żadnej nie było. Wtedy wpadł na inny pomysł: napisał list o pomoc do papieża Jana Pawła II. Po pewnym czasie przyszła z Watykanu odpowiedź, że owszem taka pomoc jest możliwa, ale nie prywatnym osobom, lecz poprzez katolicką parafię. Co to takiego parafia? - Najlepiej będą wiedzieć Polacy, bo rzymski papa to też Polak. Sprytny człowiek odszukał w mieście kilkoro ludzi pochodzenia polskiego, bo w tym czasie zaczynało się już ostrożnie tworzyć w mieście Towarzystwo Polskie. Dowiedział się także, że do zarejestrowania parafii prawo wciąż obowiązujące wymaga utworzenia komitetu parafialnego, tzw. „Dwatciatki” (dwudziestki). Sam stanął na jej czele jako przewodniczący i sam sobie nadał szumny tytuł „Prezydent Misji Katolickiej na Uralu.” Ten komitet dwudziestu zarejestrował urzędowo parafię katolicką w Jekatierinburgu. Parafia nie miała kościoła, bo dawny został zburzony w latach sześćdziesiątych XX wieku. Ale nie to było najważniejsze dla zapobiegliwego „Prezydenta Misji Katolickiej” - chodziło o pieniądze z Watykanu. Parafia już była, ale brakowało jej jeszcze „głowy”- księdza! Skąd go wziąć? Mówiono, że w Nowosybirsku jest biskup katolicki i on może przysłać księdza. Rozpoczęło się pisanie listów do biskupa i natarczywe przynaglanie do przysłania do Jekatierinburga księdza. Biskup Werth tamtejszej sytuacji dokładnie nie znał. Wiedział, że w tym mieście są katolicy, bo czasami, choć bardzo rzadko, zaglądał tam ks. J. Świdnicki. Nękany ciągłymi prośbami parafialnego komitetu wreszcie zdecydował się posłać tam ks. Paczuskiego. Dał adres katoliczki pochodzenia niemieckiego Aleftiny Wiktorownej Biełajewej i polecił czasowo u niej zamieszkać.
Alefina Biełajewa mieszkała w bloku wraz z czternastoletnim synem w dwupokojowym mieszkaniu. Ks. Paczuski musiał zamieszkać w jednym pokoju z synem właścicielki. Była to bardzo trudna i krępująca sytuacja. Póki chłopak był w szkole, wszystko było w porządku, kiedy wrócił do domu, nie było chwili spokoju
Na pierwszym spotkaniu z komitetem parafialnym - „dwatciatką” - przedstawił się ks. Paczuski jako przysłany tutaj przez biskupa proboszcz. Wyjaśnił zebranym, że od chwili nominacji na proboszcza i objęcia tutejszej parafii on jest tu główną osobą, on decyduje o wszystkim, i nic od tej chwili nikt nie może robić w imieniu parafii bez jego wiedzy. Przypominał i tłumaczył ludziom, czym jest parafia katolicka, czemu służy, jakie jej są cele. Jeszcze raz na osobności powtarzał obszerniej to samo przewodniczącemu Borysowi Mersonowi, czym jest Kościół katolicki, co to jest parafia katolicka, i że on nie może tu oczekiwać robienia jakichś interesów finansowych, gospodarczych, handlowych. Parafia służy oddawaniu czci Bogu i pomaganiu ludziom do zbawienia. Pan mógłby w niej pozostać, ale jest pan Żydem. Wobec tego należałoby najpierw poznać wiarę katolicką, a następnie się ochrzcić... Nic z tych rzeczy nie interesowało dotychczasowego organizatora katolickiej parafii. Wobec tego ks. Jerzy poprosił o oddanie pieczęci parafialnej. Od tej pory B. Merson nie interesuje się katolicką parafią.
Pierwsze spotkania i nabożeństwa niedzielne odbywały się w wynajętej na kilka godzin sali koncertowej. Przychodziło na nie około 20 osób, z czego połowa była jeszcze nie ochrzczona. Dlatego zaraz po Mszy św. odbywały się katechezy dla przygotowujących się do chrztu katechumenów. Katechumenat trwa przynajmniej pół roku. Szybko nowopowstałą wspólnotą katolicka, jej nabożeństwami i nowym proboszczem zainteresowała się miejscowa prasa i telewizja. Było to coś nowego i atrakcyjnego dla dziennikarzy tego prawie dwumilionowego miasta. Jak się niebawem okazało, i w tym był wyraźny palec Boży. Dzięki tym krótkim reportażom w gazetach i telewizyjnym wywiadom z katolickim proboszczem ludzie w mieście i okolicy dowiadywali się, że w Jekatierinburgu powstała katolicka parafia, że jest ksiądz już na stałe, że w niedziele odbywają się katolickie nabożeństwa. Każdego tygodnia na Mszy św. w umówionym miejscu pojawiały się nowe twarze i rosła liczba katechumenów. Cieszyło to oczywiście młodego proboszcza. Tylko jego warunki mieszkaniowe, dzielenie jednego pokoju z rozwydrzonym chłopcem, stawały się coraz bardziej nie do zniesienia.
Zaraz po przyjeździe do Jekatierinburga nawiązał ks. Paczuski kontakt z ks. Wilhelmem Paleschem, Niemcem, proboszczem parafii katolickiej w Czelabińsku. Niebawem miało przyjechać do Czelabińska jeszcze dwóch księży z Niemiec. Ks. Wilhelm kupił w Czelabińsku dosyć duży dom. Znał trudne warunki mieszkaniowe ks. Paczuskiego w Jekatierinburgu. Zaproponował więc, by ks. Jerzy przeniósł się do Czelabińska, a do Jekatierinburgą będzie dojeżdżał na niedziele autobusem - 280 km. Gdy ks. Paczuski już pakował swoją walizkę na wyjazd do Czelabińska, wróciła po wakacjach z Ukrainy rodzina Fiedosiejewów. Zorientowali się w sytuacji i pani Leonida Fiedosiejew, która wraz z synem Siergiejem, studentem politechniki, miała trzypokojowe mieszkanie, zaproponowali księdzu oddzielny pokój u siebie. Po kilku tygodniach udręki nowe zamieszkanie wydawało się rajem na ziemi. W swoim pokoju w zwykłe dni odprawiał ks. Paczuski Mszę św., a Sieroża nalegał usilnie, by poczekał z celebrą, aż on wróci z wykładów: wtedy służył do Mszy jako ministrant i przyjmował Komunię św. Okazało się niebawem, że oprócz katolików, którym trzeba było wyjaśniać od początku najprostsze rzeczy, i tych potomków rodzin katolickich ale jeszcze nie ochrzczonych, w mieście przetrwała zdrowa tkanka ludzi głęboko wierzących, których życie religijne zepchnięto do podziemia, a teraz może się stać fundamentem prawdziwej wspólnoty lokalnego Kościoła. 

Wspomnienie o początkach wspólnoty
 
Po kilku miesiącach odprawiania Mszy św. w wynajmowanej sali koncertowej kierownictwo Konserwatorium odmówiło dalszego udostępniania katolikom tego obiektu. Trzeba było szukać innego pomieszczenia na niedzielne spotkania parafialne. Była to sytuacja kłopotliwa. Nie wiadomo było, gdzie będzie nabożeństwo w następną niedzielę i jak o tym powiadomić parafian. Wszystkim stawało się rzeczą konieczną zbudowanie nowego kościoła. Rozpoczęły się rozmowy w różnych urzędach miasta, poszukiwanie odpowiedniego placu i zabiegi o jego przydział wspólnocie katolickiej. Jednocześnie zwrócono się do władz miasta i województwa o zwrot pozostałych budynków po dawnej parafii. W tej sprawie okazała się niezwykła rola innej parafianki, Tatiany Pietrownej Mosunow, współzałożycielki Polskiego Towarzystwa w Jekatierinburgu, pracownicy miejscowego Muzeum Krajoznawczego. Pani Tatjana, historyk z wykształcenia, jako pracownik naukowy miała dostęp do różnych archiwów w mieście. Właśnie ona odnalazła dokumenty, że trzy domy, znajdujące się na ulicy Gogola nr 9, są własnością katolickiej parafii w Jekatierinburgu. Pierwszy dom od ulicy to dawna plebania, drugi mieścił szkołę parafialną, mieszkania dla służby kościelnej i dla nauczycielki, w trzecim była koniusznia (stajnia dla koni, później przerobiona na dom mieszkalny). Najbardziej cennym dokumentem, odnalezionym przez Tatianę Pietrowną, był dokument z 1920 roku, w którym znajdował się dokładny rejestr rzeczy skonfiskowanych przez bolszewików parafii katolickiej. Tam znajdował się dokładny adres skonfiskowanych także budynków parafialnych (kościół był na innej ulicy). Oba większe budynki były zamieszkałe, a najmniejszy w podwórzu, dawna stajnie, kompletnie zdewastowany stał już pusty. Była więc prawna podstawa wystąpienia o zwrot tego, co się jeszcze zachowało.
Odpowiedź władz miasta była pozytywna. Zwrot będzie jednak następował sukcesywnie, gdy rodziny zamieszkujące domy parafialne otrzymają nowe mieszkania i będą opuszczać te domy. Trzeci stał pusty. Ten został najwcześniej zwrócony pismem z dnia l9 marca 1996 r. Stan jego był fatalny! Powyrzucano szybko stosy nagromadzonych tu przez nieciekawy element miasta najrozmaitszych śmieci. Wybielono wapnem wewnątrz ściany, pozabijano dziury w oknach, postawiono prosty stół-ołtarz, wyświęcono. Tu po raz pierwszy w Wielki Czwartek 1996 roku zostało odprawione nabożeństwo Wieczerzy Pańskiej, chociaż budynek bardziej przypominał grotę betlejemską, niż jerozolimski Wieczernik! Skromnie, ubogo, ale pod własnym dachem. Po czterech latach tułaczki i dosyć kosztownego wynajmowania różnych pomieszczeń na odprawianie nabożeństw, parafia miała własną kaplicę.
Z nastaniem lata trzeba było przeprowadzić w niej gruntowny remont. Na remont budynku nie trzeba było specjalnego pozwolenia władz miejskich. Brakowało jednak środków i ludzi. Ks. Paczuski postanowił przeprowadzić ten remont metodą gospodarczą. Do pomocy zaprosił kleryków siedleckiego seminarium duchownego. Remont trwał kilka lat. Dobre okazały się tylko fundamenty. Wszystko inne trzeba było zmienić. Na fundamentach dawnej stajni 15 m długości i 8 m szerokości powstała nowa kaplica. Konsekracja jej odbyła się w czasie odpustu św. Anny, patronki parafii,29 lipca 2000 roku z udziałem nuncjusza apostolskiego w Moskwie, arbp Bukowskiego i ordynariusza diecezji bp. Józefa Wertha.
  
Już w 1994 roku bp. Werth dał pieniądze na kupienie mieszkania. Jakaś rodzina niemiecka wyjeżdżała do Niemiec i odsprzedała trzypokojowe mieszkanie przy ulicy Mira 31, m. 20. Po przeprowadzeniu koniecznego remontu mógł się tu sprowadzić ks. Paczuski od rodziny Fiedosiejewów. W czasie budowy kaplicy przy Gogola 9 największy pokój w mieszkaniu na ulicy Mira 31 służył za tymczasową kaplicę. Tutaj mieszkał proboszcz do 2001 roku, a jego kolejni wikariusze do 2003 r.
 Po zakończeniu budowy kaplicy (kościoła) trzeba było wyposażyć wnętrze, a tymczasem odzyskano pierwszy dom, z którego wyprowadzili się wszyscy mieszkańcy, i można było przystąpić do remontu. Krótkie wywiady w telewizji z okazji Bożego Narodzenia i Wielkanocy wykorzystywał proboszcz do pozdrowienia katolików mieście i okolicy, a one za każdym razem rodziły nowe owoce. Zaczęli zgłaszać się katolicy z północnego Uralu: Niżnyj Tagił, Krasnoturyńsk, Karpinsk, Wołczańsk, Siewierouralsk. Przerastało to wszelkie możliwości jednej osoby. Trzeba było koniecznie szukać pomocników. Biskup księży nie miał. Jedyny ratunek mógł nadejść z Polski.
 
Obecnie (rok 2004) katolicka parafia św. Anny w Jekatierinburgu liczy około 500 wiernych, z czego regularnie na niedzielną Mszę św. uczęszcza 250 osób. Od kilku lat w pracy duszpasterskiej księżom pomagają siostry Pallotynki z Polski.

Kontakt:
Tel. 0-07-3432-714664; fax: 0-07-3432-711832;



< powrót


 

 
     

JHS REX - Copyright JOX

Copyright 2007 - Realizacja KreAtoR